Szarość, wiatr, krople deszczu uderzające o chodnik i ona. Szła powoli z dłońmi w przednich kieszeniach spodni, wbijała wzrok w swoje buty które co krok kopały w małe kamyki. Gdy zaczęło mocniej lać przemoczona dziewczyna postanowiła jednak schować się przed deszczem. Była już daleko od domu, znajdowała się dokładnie trzy kilometrów od swojego mieszkania. Znała tę okolice tylko trochę przez to, że tędy zawsze jeździ autobusem do babci. W pobliżu nie było żadnego parku, żadnego barku, restauracji, przystani. Jedyne co było na polu widzenia to domy, droga i chodnik, tylko i wyłącznie to. Przemoknięta dziewczyna stwierdziła, że zapuka do drzwi przypadkowego domu. Miała nadzieje, że w owym mieszkaniu mieszka jakaś starsza pani, bądź rodzina która żyje w przyjaznej rodzinnej atmosferze.
Nie pewnie chwyciła złotą kołatkę i delikatnie uderzyła nią w drzwi. Choć uderzenie było tak ostrożne i tak dźwięk rozległ się na cały dom. Stała tam chwile zmarznięta i przemoczona, dygotała z zimna. Wielkie drzwi otworzyły się a w nich stanął wysoki przystojny mężczyzna z lekkim zarostem, twarz miał przyjazną lecz na buzi widniał chytry uśmieszek mógł mieć około dwudziestu lat jak nie mniej.
- Dzień dobry przepraszam, że przeszkadzam ale jak pan pewnie widzi strasznie pada a ja nie mam się gdzie schronić i mam taką prośbę - zapytała nie pewnie dziewczyna patrząc na chłopaka któremu ni schodził uśmiech z twarzy. Chciała dokończyć swoje pytanie jednak chłopak ją wyprzedził.
- Wejdź i rozgość się - otworzył szerzej drzwi i ruchem ręki zaprosił do środka dziewczynę, która nie pewnie weszła w głąb domu. W środku nie było tak ekskluzywnie jak na zewnątrz. Zakurzone meble, walające się śmieci po podłodze i puste butelki po alkoholu. Na kanapie siedziało dwóch chłopaków wpatrzonych w telewizor. Stanęła nieruchomo za nimi, kapało z niej a zęby podrygiwały z zimna. Poczuła na swoim biodrze czyjąś rękę, gwałtownie spojrzała na dłoń osobnika i następnie na jego twarz, był to chłopak, który ją zaprosił do środka. W duchu była przerażona ale próbowała zachować spokój na twarzy.
- Pewnie ci zimno.
- Tak trochę jest. - odpowiedziała. Chłopak chwycił jej zziębniętą rękę i prowadził w stronę jakiegoś pomieszczenia.
Chłopak kazał usiąść jej na łóżku a on sam zaczął grzebać w szafie.
- Jak ci na imię?
- Anabel
- Ja jestem Tomas, miło cie poznać. Proszę - podał jej spodnie od dresu zadużą koszulkę i ręcznik.
- Tam jest łazienka - wskazał na drzwi. Anabel skinęła głową w celu zrozumienia i podążyła do pomieszczenia. Zamknęła za sobą drzwi na klucz, porozglądała się po toalecie w której było czysto. Z ciągła z siebie przemoczone ubrania, odkręciła kurek z ciepłą wodą i weszła pod prysznic. Zamknęła oczy roskoszując się spływającą po jej ciele ciepłą ciecz, która otulała jej zmarznięte ciało.
Dokładnie wytarła ciało, zwinęła włosy w tz. turban i ubrała ubrania od Tomas'a. Były o wiele za duże. Za uwarzyła w półce suszarkę do włosów i pozwoliła sobie jej użyć. Chłopak leżał na łóżku stukając coś w telefonie.
- Jestem - powiedziała nieśmiało dziewczyna.
- Dobrze. Usiądź - poklepał miejsce obok siebie. Anabel podeszła do łóżka i ostrożnie usiadła obok leżącego Tomas'a. Czuła się bardzo niezręcznie w jego towarzystwie co najwyraźniej chłopak zauważył.
- Co taka spięta jesteś? - Przyciągnął do siebie dziewczynę przez co zmuszona było do zmienienia pozycji w leżącą. Mężczyzna przyglądaj się jej szyi i oczom po czym delikatnie przejechał dłonią po jej policzku, Anabel lekko zadrżała lecz nie odezwała się ani nie wyrywała.
Tomas nie widząc sprzeczności dziewczyny zjechał ręką niżej wprost na jej piersi. Sparaliżowana dziewczyna nie wytrzymała i obdarowała go siarczystym policzkiem. Zaskoczony chłopak zacisnął jej dłonie przez co nie mogła się wyrwać.
- Nie uciekaj- szepnął jej prosto do ucha. Anabel wydała z siebie przerażający krzy.
- I też nie krzycz- dodał.
Przywiązał ręce dziewczyny do metalowej ramy łóżka, zaczął rozrywać jej swoją koszulkę i chciał się dobrać do spodni gdy dziewczyna uderzyła napastnika z kolana w twarz. Tomas chwycił się nos, przetarł krew i cały rozgorączkowany zaczął bić dziewczynę po twarzy i ciele. Anabel była bardzo słaba, cicho łkała, modliła się o pomoc. Chłopak był bardzo brutalny dobrze wiedziała, że chce ją zgwałcić i bardzo się go bała.
- No to zaczynamy - Tomas posłał jej buziaka w powietrzu. Ona Krzyczała lecz chłopakowi to już nie przeszkadzało, płakała i strasznie histeryzowała. Bolały ją nadgarstki przez wżynające się sznurki, zamknęła powoli powieki czekaj na okrutną śmierć. Usłyszała huk drzwi uderzających o scianę pomyślała " Czy to już? Czy to przyszła śmierć?" jednak nie była to śmierć a przyjaciel chłopak. Zepchnął go z dziewczyny i uderzył z pięści prosto w twarz, podniósł z drewnianej podłogi i wyniósł z pokoju. Zapłakana dziewczyna dziękowała Bogu za uratowanie życia i za to, że jednak zesłał kogoś do pomocy. Jej bohater wrócił do niej, odwiązał dłonie i nic nie mówiąc przytulił ją mocno próbując uspokoić. W jego ramionach czuła się bezpiecznie choć nawet go nie znała wtuliła się mocniej w jego tors a ostatnie łzy spłynęły po jej sinych policzkach.
Boże, co to za potwór? Nie mogę , to opo jest świetne :) Biedna dziewczyna, prawie została zgwałcona, ale dobrze , ze ten tajemniczy ktoś ją uratował :) możesz mnie powiadaniać o NN na GG ? Mój GG - 35222771?
OdpowiedzUsuńJeśli masz ochotę, to zapraszam Cię na drugi rozdział mojego nowego opowiadania : na-drodze-do-szczescia.bloog.pl. Będzie mi miło zobaczyć twój komentarz pod dwójeczką. :-) Pozdrawiam, Jaga20098 :*